poczta@naszagminaszczercow.pl

Po śmierci mojej ciotki dostał mi się, między innymi, w spadku gruby zeszyt zapisany przez nią różnymi, ważnymi dla niej sprawami. Odnosiła się w nim także do pewnych faktów, jakie miały miejsce w jej pracy, a że była w tej instytucji główną księgową to widziała i słyszała - jak wynika z tych zapisków - dużo. Konikiem ciotki były koligacje rodzinne oraz przodkowie wśród, których doszukała się szlachciców, bo jak mówiła ,,samo nazwisko Talar to już coś znaczy”. Uważała się za szlachciankę i tak też się zachowywała na co dzień. Potrafiła powiedzieć - na przykład - swojemu dyrektorowi, gdy ten za bardzo ingerował w jej obowiązki, że ,,pana rodzic to mógł mojemu ojcu co najwyżej buty czyścić”. I - o cudzie - nawet włos jej z głowy za to nie spadł. Upublicznię część z tych wpisów zmieniając trochę podane w nich nazwiska, a miejscowość, której one dotyczą niech pozostanie tajemnicą. Więc...

I.
Tydzień w urzędzie rozpoczął się dla pracowników fatalnie. W sobotnim wydaniu gazety padło pod jego adresem dużo niepochlebnych uwag. Wszystko to można by było jeszcze jakoś znieść gdyby nie to, że oberwało się także (i to dość mocno) jego szefowi, który już od godziny siedział zamknięty w swoim gabinecie. Można by powiedzieć że był, ale jakby go nie było. Cisza zatem panowała w urzędzie wielka, bo nawet muchy wyniosły się z niego ze ze strachu. Nagle rozdzwoniły się telefony i padły tylko dwa słowa: ,,do mnie”. Kierownicy podległych resortów w mgnieniu oka zameldowali się w gabinecie swojego szefa. Dyrektor Drewniak popatrzył na nich spod swojego wysokiego czoła i zapytał: gdzie reszta? Kierowniczka Referatu Rzeczy Zbędnych pani dwojga nazwisk Gość-Coś wcisnęła na swoim telefonie ,,Red Alarm” i po chwili reszta zaufanych osób znalazła się przed obliczem swojego guru.
- Wicie i rozumicie - rozpoczął Drewniak - że nie może tak być, by takie paszkwile były w tej ...tfu... gazecie wypisywane. O nas powinno się pisać albo dobrze albo wcale.
- Czyli jak o umarłym? - ośmieliła się dopytać zaufana Kodarczyk. Po czym jej powieki wraz z rzęsami wykonały tak szybki trzepot, że zatrzymały się jedna w górze, a druga w dole.
- Hmm - odchrząknął na ten widok Drewniak – rozumicie, że po to założyliśmy w naszej instytucji ten moritori, torimori, no te kamery, aby było wiadomo kto i co. A tu takie kwiaty. Wszak robię co mogę dla nas wszystkich, a nic od was nie wiem. Wicie, czeba trzymać rękę na tym, noo...
- Tętnie – dopowiedział zaufany pan Letniak.
- No - pochwalił łaskawie Letniaka szef - chcę byście obserwowali, obserwowali i obserwowali kto, gdzie i z kim, a potem donosili, donosili i jeszcze raz donosili. Jak to mówią w marynarce ,,wszystkie ręce na pokład” - błysnął swoim oczytaniem Drewniak.
- Ośmielę się zapytać - wtrącił się dumny ze swojego staropolskiego nazwiska zaufany Zadranowski - a bez marynarki to tak powiedzieć nie można?
Usta dyrektora Drewniaka zaczęły coś żuć, na wysokim czole pojawiły się bruzdy, a wzrok oznajmił, że za chwilę strzeli piorun.
- Oj rozumiem - szepnął cichutko Zadranowski – bez marynarki nie można.
- Jak wie, po co pyta - delikatnie napomknął szef - czyli do roboty, zbierać i donosić. Bo wicie i rozumicie – niedopowiedziana groźba zawisła w powietrzu.

                                               c.d.n

Wkrótce o tym, jak wybierano przewożnika do obsługi promu przez rzekę po zawaleniu się ze starości mostu i o tym, jak budowano deptak w Kamieńcu Nadolnym

 

Komentarze   

+153 #3 Dorota 2016-12-26 16:32
A mnie jeszcze interesuje ile stołków obiecał Kamieniak przed wyborami? Mąż Włodarczykowej, Labryszewskiej i kto jeszcze?
Przecież Kmita przez 4 lata nie zatrudnił nikogo z rodziny ani znajomków. Wiadomo że takiego wójta już nie będzie!!!! A szkoda!!!!
Cytować
+245 #2 Magda 2016-12-25 20:43
super wam to wyszło chcemy dalej
Cytować
+141 #1 Katarzyna 2016-12-22 16:34
Brawo za pomysł! Proszę o więcej!
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież