poczta@naszagminaszczercow.pl

No i stało się. W nocy runął do rzeki most. Co prawda stary już był i na drewnianych słupach stał, od dołu rzeka a od góry korniki i inne robactwo go niszczyło, a że nigdy remontu nie przeszedł, to się wziął i zawalił. Co do tych korników i innego robactwa, to dyrektor Drewniak twierdził, że ktoś celowo je tam nawrzucał, jak kiedyś amerykanie stonkę, ale jaka była prawda to nie wiadomo. Narada w sprawie mostu odbyła w trybie ,,pendolino”. W gabinecie dyrektorskim stawili się wszyscy. Pojawił się na niej także rzadko widywany w tym miejscu pan Gienioszewski, który to szefował Referatowi Środków Niepozyskanych, a i sam dyrektor cenił go bardzo, gdyż sumiennie wywiązywał się ze swoich obowiązków, bo nigdy i niczego jeszcze nie pozyskał.

- Wicie i rozumicie - zagaił dyrektor Drewniak - że czeba by tą ruinę przekuć w coś takiego, że - i tu padło wielkie słowo – Ho! Dlatego wy nad tym - i tu znowuż padło słowo już nie wielkie, ale za to obce – pomyślicie!
Popłoch wszczął się wśród zebranych. Jedni wzrok zwrócili ku górze, jakby oświecenie miało spłynąć na nich wraz ze światłem żarówek, drudzy wpatrzyli się w swoje buty, jakby się dziwili temu co pozakładali na swoje nogi, a zaufany Wylazł dopiero wtedy dojrzał, że przylazł w dwóch lewych butach. Jedna tylko zaufana Kodarczyk wpatrzyła się w Drewniaka i ani razu nie mrugnęła powieką. Ani jedną ani drugą. Ciszę przerwał Wylazł, który odwagę powziął chyba z tych dwóch lewych butów, bo jego rzymskie obliczę wypaliło.
- A ja to myślę - na to stwierdzenie brwi Drewniaka ze zdziwienia wyskoczyły wysoko w górę, ale zaraz po tych słowach zaufany stracił całą swoją odwagę.
- No, no, no - pochwalił łaskawie Wylazła szef - jednak wy to lepiej swoje zdrowie szanujcie i więcej przy nim tak nie majstrujcie. Ja tak wymyśliłem - na te słowa ogólne aaaaaa rozległo się w gabinecie, nie wiadomo ulgi czy podziwu - czeba wybrać przewoźnika, który będzie przewoził ludzi na drugą stronę. Takiego już mam, jest to…
- A Komisja? - tu wtrącił zaufany Holak, który mądrym zaufanym był, bo widział wszystko nawet tam gdzie inni nie widzieli niczego. Na słowo ,,komisja” poziome zmarszczki zarysowały wysokie czoło dyrektora Drewniaka, a usta zaczęły wykonywać takie ruchy, jakby przeżuwały jeszcze śniadanie. Opanował się jednak Drewniak i takie dał wytyczne.
- Kierownik - tu wyciągnął kartkę z biurka i odczytał - ORPKiC napisze co czeba, a komisje zaraz dobiorę.  A więc tak: pan Żwirek, no skoro nie ma Żwirka to na jego miejsce pan Muchomorek, dalej pan Wylazł - tu zwrócił się do zaufanego - pan to do niej wchodzisz a nie wychodzisz, a na czole stawiam kierownika Gienioszewskiego - który po tych słowach już robił sobie miejsce do tego stawania na czole, ale machnięcie ręką szefa przywróciło go do pionu.
Kierownik ORPKiC przygotował już pisma, a było ich aż trzy i podał dyrektorowi do rąk.
- No co tu mamy - okazał zainteresowanie Drewniak - ten to nie cena - nie taka, ten to - tu pismo wylądowało w koszu, lecz na widok trzeciego uśmiech rozjaśnił dyrektorskie oblicze - wiadomo, jedyny i najlepszy ze wszystkich - tu głośne mlaśnięcie zachwytu wydobyło się z ust Drewniaka.
- Panie Gienioszewski Pan podpiszesz a za Panem pójdą inni.
Po dokonaniu tych skomplikowanych czynności szef Drewniak zatarł rączki i oznajmił.
- No wszystko co się dobrze kończy to jest…
- Zasługą naszego wspaniałego - lecz ogólny aplauz zagłuszył dalsze słowa Zadranowskiego.

Okazało się że nastąpiła pomyłka w obliczeniach. W niedługim czasie na adres instytucji zaczęły przychodzić skargi na przewoźnika. A to że motor się często psuje i przewożący muszą łapać za wiosła, aby dostać się na drugą stronę, bo brak wioślarza, a to że moczą się do kolan przy wsiadaniu z brzegu, bo co prawda pomost do tego celu jest, ale po ostatniej suszy woda opadła o półtora metra i trzeba z niego skakać aby się dostać do łódki - co krzywduje sobie zwłaszcza płeć piękna, bo jak twierdzi narażona jest na niewybredne żarty drugiej płci ze względu na swój odmienny dolny ubiór, a to wreszcie, że przewoźnik często bierze ze sobą fuzję i strzela do kaczek w czasie owych przewozów i łódka przy tym kiwa się na boki przez co znowu mokną, a wpływa to na ujemny stan zdrowia - grypy i przeziębienia. Doszło nawet do tego, że i dyrektor od zdrowia przysłał pismo z zapytaniem, jaka jest przyczyna tej niespotykanej epidemii skoro w okolicy spokój? Odwołał więc z bólem dyrektor Drewniak swojego przewoźnika, ale kolec w sercu pozostał, bo…  Wicie i rozumicie.

W zeszycie ciotki widnieje jeszcze pod tym taki oto pesymistyczno-filozoficzny dopisek: ,,Inteligencja na planecie jest zawsze na jednakowym poziomie, tylko ludzi - niestety - przybywa.”

 

 

Komentarze   

+236 #2 Marex 2017-01-09 20:18
kierownik ORPkiC?? Macie pomysły co to zas typ?
Cytować
+443 #1 nie wierzę 2017-01-08 20:46
Coś mi się wydaje ,że w tym Kamieńcu Nadolnym runął nie tylko most. Te korniki przeżarły również mózg Drewniaka i dlatego jego poziom inteligencji spada i spada. .Wszystko może niebawem runąć i kto to wtedy odbuduje.O zgrozo .
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież