poczta@naszagminaszczercow.pl

Są tacy ludzie, którzy zawsze i wszędzie szukają dziur w rurach i je znajdują. I pod bokiem dyr. Drewniaka też znaleźli się tacy. Rej wśród nich wodził niejaki Austriacki. Ten to idąc - wraz ze znajomymi - owym deptakiem potknął się na jego krzywiźnie, wykopał jedną kostkę uszkadzając sobie przy tym czubek buta i gniew na to ogarnął go srogi. Zwołał podobnych sobie i ci stawili się z wszelkim potrzebnym sprzętem. Podobno przyszli też i gapie, którzy - jak to gapie - kręcili się, czy też coś tam kręcili. Pomiary deptaka robiono we wszystkie strony: w górę, w dół, wszerz, wzdłuż, a nawet wyciągano jakieś ułamki i sinusy, a wszystko to skrzętnie dokumentowano. Z tymi wynikami zjawili się na zebraniu otwartym. Odpytywanie Drewniaka wziął na swoje barki Austriacki.

- Dlaczego to deptak nie ma sześciu metrów szerokości, ba, nawet w porywach nie dochodzi do trzech - warknął.
- Bo się rozsechł - odwarknął się dyrektor.
- Jak to się rozsechł?
- Bo wy, Austriacki, nie wicie, że kostka składa się głównie z wody. A, że deszcze nie nie padały to się skurczyła.
- Jak nie padały? Kiedy padały!
- Jak ja chodziłem po spacerniaku, to nie widziałem, żeby padały.
- To może dyrektor powinien jeszcze trochę po nim pochodzić?
- Może i jeszcze sobie pochodzę - obiecał Drewniak.
- A daj Bóg - padło od strony zwolenników Austriackiego.
- A dlaczego to różne zielska i trawy z niego wyrastają? - warczał dalej Austryjacki.
- No, no, tylko nie zielska, to są gatunki pod ochroną, można powiedzieć takie pomniki przyrody -
odwarkiwał dyrektor - po których nie wolno dreptać!
Tu wtrącił swoje trzy grosze, nie pytany Wylazł - zaufany i oznajmił.
- Dreptak położył dyrektora Drewniaka - ale sójka w bok od zaufanej Paniszcze przerwała dalszy jego wywód. A szkoda.
- A gdzie się podziała połowa kostki, bo w papierach stoi, że powinna mieć sześć centymetrów, ama tylko trzy? - dociekał dalej Austryjacki.
- Bo się rozdeptała – stwierdził Drwniak i zaraz dodał chytrze - A skąd wy macie te papiery?
- Skąd mam to mam! - odciął się Austriacki. Ale jak kostka się rozdeptała? Sama? - zadziwił się
wielce.
- Oj jak wy nic nie wicie, pewnie, że nie sama, przecież chodzą po niej ludzie i to różni ludzie. Nikomu chodzenia nie zabraniamy, to i tym chodzeniem ją rozdeptują. A po pierwsze, w tych papierach stoi, że eksperci widzieli spacerniak i nic dziwnego na nim nie zobaczyli, tak samo fachowcy, bo przecież te papiery podpisali, a myśmy komu trzeba za położenie zapłacili. Wy mi tu Austriacki uprawiacie takie austriackie gadanie - zaperzył się Drewniak.
Tutaj z pomocą dyrektorowi przyszła zaufana Kodarczyk twierdząc, że Austriackiego trzeba zapodać gdzie trzeba, aby odszczekał swoje kłamliwe kłamstwa. Na to Austriacki odparł, że nic odszczekiwał nie będzie i że sam może zapodać to wszystko gdzie trzeba i do kogo trzeba bo ten cały deptak to się wcale kupy nie trzyma. I tu Zadranowski stwierdził, że to dobrze, bo gnój jest potrzebny gdzie indziej, a nie na deptaku, bo psuje jego wystrój. Słysząc to Austriacki zaczął już się podnosić ze swojego miejsca, ale na szczęście wkroczył w to wszystko zaufany Letniak.
-Cicho, bo ja będę mówił - mógł sobie pozwolić na takie słowa, bo Drewniak był tą całą dyskusją tak skołowany, że wydawało się nawet, iż zmalał w sobie.
- A więc jest tak. Według śtuki budowlanej cały teren pod kostką należało na początku wyszuflować, potem wykalibrować, potem wymiotłować, a potem... No, na tym starczy. To są koszta, a dużo jeszcze zostało u nas do położenia! Mówiąc „u nas” miał na myśli siebie.
- Taka rzeka jak sobie płynie to podmywa co chce i nawet piasek potrafi wyciągnąć. Tak też stało się i tutaj. Osobiście byłem i widziałem, że piasek z podsypki jest w rzece, bo dno rzeki jest żółte.
Tak się tą rzeką zapętlił bo zakończył tak.
- Taka woda w rzece płynie z góry do dołu, ale sama rzeka może płynąć odwrotnie.
I popatrzył dumnym wzrokiem na resztę. Umilkli wszyscy, bo nie wiadomo do czego taka rzeka może być jeszcze zdolna w przyszłości. Najlepiej jakby wyschła.
Dziwne było natomiast zachowanie zaufanego Holaka, na którego obliczu gościł przez cały czas tajemniczy uśmiech. Widocznie ten zgrzyt był mu na rękę, a może nawet na obie ręce, bo zacierał je z radości pod stołem. Bo wielkie miał plany co do swojej osoby na przyszłość zaufany.
Zeszyt milczy o tym kto i kogo dokąd zapodał i co z tego wyszło. Natomiast dyrektor Drewniak odzyskał dobry humor, bo powtarzał wśród osób mu wzajemnych: ,,Wicie i rozumicie, jak chcecie to i zrobicie”.
W dopisku u ciotki jest jeszcze taka uwaga: ,,podobno dyrektor przymierza się do postawienia (położenia) gmachu użyteczności publicznej, ciekawe kiedy się też rozdepcze?”.

 

Komentarze   
+385 #5 WAcław 2017-02-01 21:12
W Kamieńcu Nadolnym będzie ZOO. Najpierw oprócz małp znajdą się w nim barany. Barany to ci, którzy się najbardziej dyr Drewniaka boją. Drewniak sam ich wskaże (można się też zgłaszać dobrowolnie).
Cytować
+434 #4 interesant 2017-02-01 21:07
Ludzie mówią też, że Drewniak i Kodarczyk bardzo się do siebie zbliżyli. :-* :oops: Co na to mąż Kodarczyk i Drewniakowa?
Cytować
+377 #3 interesant 2017-02-01 21:03
A czy to prawda, że w Kamieńcu Nadolnym Drewniak zbuduje swój pomnik? Podobno sołtysi mają chodzić po domach i kasę zbierać!
Cytować
+450 #2 Deptak 2017-02-01 20:59
Czy to prawda,że przy deptaku w Kamieńcu Nadolnym powstał małpi gaj i,że niektóre małpy już powskakiwały na drzewa.Podobno małpy uwzięły się na dzieci.i jak które z nich nie rzuci im banana to ma przechlapane..Małpy krzyczą na cały Kamieniec,że dzieci się żle uczą,a oceny i stypendia za dobre wyniki otrzymują za banany które miały dać małpom.Małpy są niedożywione bo DREWNIAK roztrwonił 20 000 zł zamiast nakarmić biedne małpy.
Cytować
+351 #1 ciekawy 2017-02-01 15:30
Ciekawe jaki to numer zamiaruje wywinąć Drewniakowi zaufany Holak?. Można powiedzieć że -,,taki skubany zaufany,,.
Cytować
Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież